Och, moje serce… Jeśli masz przeczytać tylko jedną książkę w tym roku… niech to będzie ta.
To książka przejmująca i pięknie napisana.
McConaghy pokazuje dwoistość tego, jak nasza planeta potrafi jednocześnie dawać
i odbierać. Pięcioro głównych bohaterów jest niedoskonałych,
surowych i aż nazbyt realnych. Ich wspólna podróż była dla mnie zarówno
zachwycająca, jak i inspirująca (zwłaszcza że cała historia
porusza aktualne wyzwania, z którymi mierzy się
ziemia, dodając opowieści autentyczności i niepokojącego wydźwięku).
Książka trzymała mnie w napięciu i całkowicie
oczarowała. Ciągle zgadywałem, co może się wydarzyć. Czasem miałem rację,
częściej nie, a historia za każdym razem prowadziła mnie w stronę zaskakującą,
satysfakcjonującą i otwierającą oczy.
Tajemnica nieznajomych, siła
rodzinnej miłości, każdy rozdział bardziej ekscytujący niż poprzedni.
Wydarzenia są wzruszające, łagodne, gwałtowne, tragiczne i ekstremalne — a
wszystko to idealnie wpisuje się w dziką naturę wyspy, na której
rozgrywa się akcja.
To poruszająca opowieść o rodzinie, która
wykorzystuje wszystkie swoje siły, by ocalić to, co dla niej najcenniejsze.
Zaskoczyła mnie, wzruszyła, zachwyciła… sprawiła, że czułem absolutnie
wszystko. Doskonała książka. 5/5.
[Współpraca recenzencka z @wydawnictwofilia].
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz