Czy odważysz się zajrzeć w 16-bitowe serce Polybiusa?
Kalifornia,
1982 rok. Do lokalnego salonu gier trafia tajemniczy automat z grą „Polybius”,
a wkrótce potem senne nadmorskie miasteczko ogarnia fala niewytłumaczalnej
agresji, paranoi i halucynacji. Andi, pracownica salonu marząca o karierze w Dolinie
Krzemowej, wraz z synem miejscowego szeryfa próbuje odkryć prawdę, zanim sama
stanie się kolejną ofiarą gry.
Dla tych, którzy mogą nie znać tej historii: Polybius opiera się na miejskiej legendzie o tajemniczej grze wideo, która nagle pojawiła się w Portland w Oregonie na początku lat 80. i podobno była częścią rządowego eksperymentu mającego na celu kontrolowanie ludzkich umysłów. O tej internetowej miejskiej legendzie słyszałem już wcześniej, więc zaciekawił mnie pomysł stworzenia na jej podstawie pełnowymiarowej powieści.
Jest mrocznie, niebezpiecznie i śmiertelnie.
Bohaterowie i fabuła wciągają. Chce się ich polubić i uwierzyć w ich historię. Relacje, które budują między sobą, pomagają ukształtować cały świat przedstawiony. Powieść jest przedstawiona z wielu perspektyw. Poznajemy sporą część mieszkańców miasteczka, nie tylko Andi i Ro. Chaos, który się rozpętuje, utrzymywał moje zainteresowanie przez całą książkę.
Andi, początkowo samotniczka zadowolona z trzymania się na uboczu, nawiązuje wyjątkową więź z Ro. Ich przyjaźń, a z czasem również związek, stanowi emocjonalne centrum całej historii, nadając chaosowi wokół nich coś prawdziwego i ludzkiego. Osobiście bardzo polubiłem też Rachel i Davida. Nawet postacie, których nie darzymy sympatią, takie jak Mal, doskonale odnajdują się w roli kompletnych szumowin. Stereotypowe postacie lat 80. zaznaczam tutaj ptaszkiem – check.
Tempo w pierwszej części jest okej, lecz kiedy akcja już się zaczyna, naprawdę nie odpuszcza, a druga połowa książki przemknęła mi w mgnieniu oka. Rządowe tuszowanie sprawy, ukryte motywy, to pełzające poczucie, że coś jest bardzo nie tak... wszystko tutaj jest i zostało zrobione w taki sposób, że książka nie pozwalała mi się oderwać.
Styl pisania jest solidny. Zdecydowanie widać tu pewne niedociągnięcia typowe dla debiutanckiej książki, ale widzę w tym autorze potencjał i mam wrażenie, że z czasem naprawdę może się rozwinąć. Książka jest bardzo „filmowa” i wciągająca. Bez problemu wyobrażam ją sobie jako miniserial, w którym byłoby wystarczająco dużo czasu, żeby jeszcze mocniej rozwinąć niektórych bohaterów i ich konflikty oraz pokazać więcej historii stojącej za powstaniem gry. Naprawdę polecam każdemu czytelnikowi, któremu tęskno w literaturze za nostalgicznym klimatem lat 80.: salonami gier, kasetami VHS i zimnowojenną nieufnością wobec władzy... Koniecznie dla czytelników Stephena Kinga i fanów serialu Stranger Things!
[Materiał
powstał we współpracy recenzenckiej z @wydawnictwostorylight]