sobota, 31 stycznia 2026

[Recenzja książki „Śnieżne bractwo. Brutalne świadectwo przetrwania” – Pablo Vierci]

Katastrofa lotu Fuerza Aérea Uruguaya 571 na zawsze zapisała się w historii jako jedno z najbardziej wstrząsających świadectw walki człowieka o przetrwanie. W 1972 roku urugwajska drużyna rugby wraz z bliskimi leciała do Chile na mecz, nie spodziewając się, że podróż przez Andy zamieni się w koszmar. Gdy samolot rozbił się w sercu gór, ocaleni zostali odcięci od świata, bez odpowiedniego przygotowania, zapasów i nadziei na szybką pomoc. W skrajnych warunkach mrozu, głodu i strachu musieli stworzyć własne zasady, nową wspólnotę, społeczeństwo oparte na solidarności i poświęceniu.

Trudno czytać tę książkę z oczami pełnymi łez. To historia, która porusza wszystko, zostawia człowieka całkowicie wyczerpanego od płaczu. 

Pablo Vierci w doskonały sposób opisuje, jak narodziło się społeczeństwo, które musiało się zorganizować, by przetrwać w miejscu nieprzystosowanym do życia, czyli w Andach.

Relacje świadków są tu surowe, bez upiększeń i kompromisów, a ich autentyczność poraża swoją szczerością. Pablo Vierci osiągnął tę niezwykłą bliskość dzięki wieloletnim, pełnym zaufania rozmowom z ocalałymi, co pozwoliło mu dotrzeć do emocji i wspomnień, których nie sposób znaleźć w suchych faktach. Dzięki temu książka nie jest jedynie zapisem katastrofy lotniczej, lecz głęboko poruszającą opowieścią o sile ludzkiego ducha. To również wnikliwe studium granic ludzkiej wytrzymałości oraz psychologii przetrwania w obliczu skrajnego cierpienia.

Książka zawiera świadectwa wszystkich ocalałych. Taki zabieg pozwala uzyskać spojrzenie na cierpienie zarówno w wymiarze globalnym, jak i osobistym. Całość nadaje tragedii dużo głębszą perspektywę, pozwala dostrzec ogrom tego, co się wydarzyło.

Ta książka przenosi czytelnika w umysły szesnastu zupełnie różnych mężczyzn (większość z nich była wówczas nastolatkami) i pokazuje, jak wyglądało ich życie przed katastrofą, w jej trakcie oraz po niej. Wydarzenia te nieodwracalnie ich zmieniły i na zawsze związały ze sobą. Pierwszym, który składa swoje świadectwo, jest Roberto Canessa, a ostatnim Nando Parrado. Jest to dwójka ludzi, która podczas ostatniej wyprawy doprowadziła do tak bardzo wyczekiwanego ratunku.

Mogę też potwierdzić, że choć wszyscy poruszą was emocjonalnie, z niektórymi poczujecie większą więź niż z innymi. Bardzo podobało mi się to, jak wielokrotnie podkreślają, że do tego zakończenia przyczynili się wszyscy. Zarówno żywi, jak i zmarli. Każdy, w ramach swojej roli, sprawił, że cud stał się rzeczywistością (ze szczególnym uwypukleniem postaci Numy Turcattiego, któremu film powierza rolę narratora). 

Ekscytujące (i pocieszające) jest myślenie o tym, jak stworzyli zupełnie inne społeczeństwo niż nasze. Tam materialne rzeczy przestały mieć znaczenie. Jedyne, co im pozostało, to łączenie się z towarzyszami, wypełnianie się miłością, wspomnieniami, obecnością innych i chęcią życia. 

Czułem szczególną słabość do historii Liliany, żony Javiera, która zginęła w lawinie. Ogromnie wzruszyło mnie to, jak została przedstawiona: jako emocjonalne oparcie i matka dla wszystkich.

Ta książka jest hymnem o wartości życia. Od najmniejszych rzeczy, aż po moment, gdy stajemy wobec własnego „samolotu”. Nie ma znaczenia, czy już czytałeś/aś lub wiesz dużo o tej historii. To jedna z tych książek, które po prostu trzeba przeczytać. Naprawdę polecam. 5/5.

[Materiał powstał we współpracy reklamowej z @wydawnictwo_feeria].

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz