„Falling Like Leaves. Jesienna miłość” od Misty Wilson to jak wskoczenie w przytulny, ciepły jesienny sweter.
To idealna romantyczna historia dla nastolatków, ale również starsi czytelnicy, którzy lubią młodzieżowe klimaty, odnajdą w niej coś dla siebie. Po serii ciężkich thrillerów i opasłych tomiszczy ta historia była dla mnie prawdziwym relaksem.
Choć fabuła opiera się na typowo młodzieżowych wątkach, autorka świetnie równoważy je szczerymi i ciepłymi momentami.
Cooper i Ellis tworzą duet, któremu nie sposób nie kibicować – ich historia drugiej szansy jest pełna uroku i emocji, a obserwowanie, jak Ellis dojrzewa i przewartościowuje swoje życie, daje ogromną satysfakcję. Patrzenie, jak odnajduje swoje miejsce w Bramble Falls, było poruszające.
Większość tego rozwoju była możliwa dzięki temu, że otaczała ją tak wspierająca grupa ludzi. Drugoplanowe postacie również miały głębię, a rozmowy z jej przyjacielem Jakiem, kuzynką Sloane czy ciocią Naomi śledziło mi się z przyjemnością. Wszystko wydawało się naturalne.
Styl Misty Wilson jest lekki i płynny. Książkę pochłania się szybko, bez wysiłku – idealna propozycja na wieczór, gdy chcesz się po prostu zanurzyć w historii bez nadmiernego skupienia (i z herbatą w dłoni, rzecz jasna).
To, co naprawdę spaja całą historię, to miasteczko i jesienna atmosfera. Jeśli ktoś mnie zna, wie, że w książkach najbardziej cenię klimat i całą scenerię. Narracja doskonale uchwyciła całe podekscytowanie i wrażliwość młodzieńczej miłości. Małe miasteczko, kawiarnia, festiwale, dyniowa latte, łowienie jabłek i popkulturowe odniesienia (swifciary będą zachwycone) – to zdecydowanie jesieniarska książka.
„Falling Like Leaves” to ciepła, nastrojowa opowieść o miłości, dojrzewaniu i powrotach – zarówno do ludzi, jak i do samego siebie. Zakończenie pozostawia nadzieję, że być może zobaczymy jeszcze więcej historii z Bramble Falls w przyszłości. Mega polecam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz