środa, 15 października 2025

Recenzja czwartego tomu komiksu - „Bastion” Stephena Kinga

Mroczny Człowiek przyciąga do Las Vegas największych zwyrodnialców. Teraz nie ma już odwrotu – świat naprawdę stoi w płomieniach.

Kapitan Tripps był tragedią, ale przypadkową. To, co nadchodzi teraz, jest starannie zaplanowane...

„Bastion. Wyrzutki” pokazuje jasno podzielony świat: w Boulder powstaje wspólnota „dobra” pod przewodnictwem Matki Abigail, a w Las Vegas – imperium „zła” Randalla Flagga. Obie grupy coraz lepiej się organizują, planują strategie i przygotowują do konfrontacji. Tylko jedna może przetrwać… kto wyjdzie zwycięsko z tej walki?

Akcja obejmuje fragment powieści, który w książce najmniej mnie wciągnął: czas, gdy „wolna strefa Boulder” powołuje komisję i zaczyna odbudowywać struktury społeczne itp. U Stephena Kinga ten wątek bywał nużący, natomiast w komiksie historia nabiera dynamiki i nie daje poczucia zastoju.

Bohaterowie są tu pokazani jako ludzie z krwi i kości – zmagają się ze strachem i własnymi słabościami, ale potrafią znaleźć w sobie odwagę, by opowiedzieć się po stronie dobra… lub zła.

Jedną z najciekawszych postaci jest dla mnie Nadine Cross. Jej powolna przemiana - widoczna choćby w stopniowym siwieniu włosów wraz ze zbliżaniem się do Flagga – to prawdziwy majstersztyk narracyjny i wizualny. (W serialu całkowicie pominięto ten motyw, więc doceniam).

 Na uwagę zasługują też dodatki, szczególnie komentarze Mike’a Perkinsa (ilustrator komiksu), który zdradza kulisy tworzenia rysunków miasta w „Bastionie”. Uwielbiam takie materiały zza kulis, zwłaszcza dziś, gdy sztuka tradycyjna coraz częściej zderza się z technologią AI.

 „Bastion” w wersji graficznej to jedna z najlepszych opowieści o walce dobra ze złem, jakie można przeczytać. Tom czwarty utrzymuje wysoki poziom i sprawia, że z jeszcze większą niecierpliwością czekam na ostatnie dwa tomy. Mam nadzieję, że będą równie satysfakcjonujące i godnie zamkną całą historię. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz