Czy da się odbudować miłość, kiedy rozpada się cały świat?
To krótka, całkiem niezła powieść, w której wyraźnie pokazano, że zdrada to koniec świata – ale tylko na początku. Książka porusza troski i zmartwienia współczesnych ludzi: wypalenie w relacji, egzystencjalne problemy, poszukiwanie sensu i próbę poukładania swojego życia na nowo w obliczu katastrofy. Momentami można jednak wyczuć moralizatorski ton, który wybijał mnie z rytmu. Przez to miałem wrażenie, że czytam coś wymuszonego i sztucznego.
Powieść z gatunku ekofikcji w ciekawy sposób łączy literaturę piękną z tematami relacji człowieka z naturą, kryzysów ekologicznych oraz przyszłości naszej planety. Moim zdaniem wszystkie te wątki zostały prosto, ale harmonijnie wplecione w liczącą 270 stron opowieść. Język jest przystępny, narracja dynamiczna, autorka nie rozwleka swoich myśli, lecz konsekwentnie rozwija kolejne wątki i tworzy ciekawy portret bohaterów. Książkę czyta się bardzo szybko i mimo wspomnianego moralizatorskiego tonu pozostawia po sobie przyjemny posmak.
Jednak uznałem, że „Po deszczu” niestety nie wyróżnia się na tle swoich sióstr i braci z gatunku ekofikcji. I to głównie przez… samych bohaterów. Osobiście nie potrafiłem się z nimi zżyć. Wydawali mi się irytujący, a ich decyzje często były nielogiczne i mało przekonujące. Miejscami całość sprawiała też wrażenie naiwnej. Po prostu ważny wątek ekologiczny w zestawieniu z perypetiami i wyborami bohaterów momentami wydawał mi się absurdalny. Rozumiem metaforyczny przekaz - katastrofa w Rzymie jest jednocześnie symbolem rozpadu rodziny - jednak mnie ta konkretna realizacja po prostu nie przekonała. Fanem tego tytułu raczej nie zostanę, ale mimo wszystko polecam go każdemu, kto lubi dramaty psychologiczne z elementami ekofikcji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz