wtorek, 6 stycznia 2026

Recenzja książki „Gwiazdy w łańcuchach” – Nana Kwame Adjei-Brenyah


„Gwiazdy w łańcuchach” to dystopijna powieść, w której więźniowie (skazani na co najmniej 25 lat więzienia lub na egzekucję) mogą zamienić wyrok na udział w trzyletnim brutalnym programie walk transmitowanych w telewizji. Te widowiska łączą elementy reality show z brutalnymi, gladiatorskimi pojedynkami, w których skazani przelewają krew ku uciesze wiwatującej publiczności. Program powstał w wyniku tzw. Krwawego Dekretu Bobby’ego, który daje uczestnikom możliwość złagodzenia lub nawet pełnego ułaskawienia po zakończeniu udziału w programie.

Jest to nadzwyczajnie emocjonalna i szokująca powieść o prywatnym systemie więziennym w dystopijnych Stanach Zjednoczonych, zmuszająca czytelnika do doświadczenia okrucieństw, nawet jako czytelnik stojący „po drugiej stronie” historii. Czy my tak samo czerpiemy przyjemność jak widzowie tego reality show?

Książka opowiedziana jest z wielu perspektyw (chociaż cztery z nich stanowią główną część powieści), a każda jest wyjątkowa i autentyczna w swoim głosie. Nie wiem, jak autorowi udaje się tak szybko przyciągnąć do siebie czytelnika. Jest przystępna, ale wymagająca; każe dostrzegać piękno języka.

Książka porusza temat systemowego rasizmu, przemocy sprzedawanej jako „zabawa” i granicy między przeżyciem a moralnością.

„Gwiazdy w łańcuchach” pokazuje brutalną rzeczywistość więzień i coraz bardziej wyrafinowane systemy, które zastępują prawdziwe wybaczenie i proces resocjalizacji. Autor konsekwentnie korzysta z przypisów (jednocześnie  łamiące czwartą ścianę) by powieść osadzić w realiach naszego świata, przypominając czytelnikowi, że przemoc i okrucieństwa opisane w książce wcale nie są tak nierealne, jak mogłoby się wydawać.

Nie jestem pewien, czy zakończenie przypadło mi do gustu, choć rzeczywiście trudno tu wszystko „ładnie domknąć”. Ogólnie jednak to bardzo udana historia! Sama centralna koncepcja pozostanie jednak ze mną na bardzo długo. Z łatwością widzę też tę historię jako filmową adaptację. Zdecydowanie polecam! 4/5.

Ta powieść ma ogromne serce i siłę oddziaływania. Nie mogę się doczekać, co Adjei-Brenyah napisze dalej. Dajmy mu czas i przestrzeń, a jestem pewien, że znów nas wszystkich zachwyci.

 [Materiał powstał we współpracy recenzenckiej z @fabrykaslow]. 

niedziela, 7 grudnia 2025

Recenzja książki „Slewfoot. Opowieść o wiedźmie” – Gerald Brom

 Nie bój się diabła, którego znasz. Bój się tego, który zna ciebie.”

Jestem zdumiony tym, jak pod koniec moich ostatnich dwóch czytelniczych miesięcy w 2025 roku trafiłem na kolejną solidną lekturę. To była moja pierwsza książka Broma i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że była doskonała.

Akcja powieści rozgrywa się w kolonialnej Nowej Anglii w 1666 roku, gdzie młoda wdowa Abitha, odrzucona przez surową purytańską społeczność, musi samotnie walczyć o przetrwanie. W mrocznych lasach Connecticut budzi się pradawna, demoniczna siła zwana Slewfoot, która staje się dla niej nie tylko zagrożeniem, ale też jedyną szansą na ocalenie.



Jeśli lubisz czarownice, książki o okultyzmie i pogaństwie, powieści krytykujące naturę zła”, zemstę, mroczne purytańskie społeczeństwa, feminizm i szarą moralność... pokochasz tę książkę.

Postacie są tak dopracowane, że nie sposób nie zaangażować się w ich życie. Brom ma naturalny talent do przekształcania najstraszniejszych i najbardziej bestialskich stworzeń w coś na tyle ludzkiego, by budzić współczucie. Abitha jest jedną z najlepszych kreacji literackich, jakie znam. Poszedłbym za nią w otchłań piekła z zamkniętymi oczami. Silna, zaradna, odważna, przebiegła, kreatywna, inteligentna i życzliwa.

Ciekawie śledziło się relację Abithy i Samsona. Od wyrazistych, złożonych bohaterów, przez ponurą i gęstą od grozy atmosferę, aż po kipiącą kobiecą furię wszystko zostało ciekawie napisane i przesiąknięte magią. Nawet niektóre postacie drugoplanowe wydały mi się wyjątkowo dobrze rozwinięte.

Według mnie Brom idealnie wyczuł czas na budowanie świata i rozwój postaci. Język jest prosty, lecz bardzo zgrabny. Strony same się przewracają. Cała narracja pozostaje konsekwentnie wciągająca, dobrze napisana i utrzymana w nieustannym napięciu.

Brom potrafi dosłownie pozwolić czytelnikowi zanurzyć się w swoich książkach i utrzymać go w napięciu aż do ostatniej strony. Robi to tak sprawnie, że nawet ewentualna powtarzalność językowa nie rzuca się w oczy.

Uwielbiałem dialogi, cięte uwagi, a same ilustracje Broma wyniosły tę przygodę na zupełnie inny poziom. Autor zachwycił mnie również opisami otoczenia. Są tak plastyczne, że czujesz się, jakbyś kręcił się po łące pełnej kwiatów, chłonął słońce i obserwował piękno natury.

W książce pojawia się tematyka ekstremizmu religijnego, brutalnej przemocy, tortur, krwi, śmierci, żałoby, rasizmu wobec rdzennej ludności, przymusowych małżeństw oraz krzywdzenia zarówno ludzi, jak i zwierząt. Dlatego warto się zastanowić nad jej przeczytaniem, bo jest… brutalnie.

Co tu dużo mówić, jestem oczarowany twórczością Broma już po jednym dziele. Estetyka, body horror, narracja i postacie były absolutnie wyjątkowe. To mrożąca krew w żyłach opowieść o czarach, religii i diabelstwie, która porwie czytelników i bez wahania przeciągnie ich na mroczną stronę mocy.

To jest książka, o której chce się zapomnieć tylko po to, żeby po jakimś czasie móc przeczytać ją od nowa. Ode mnie 4.5/5.

I przede wszystkim - good for her.

środa, 3 grudnia 2025

Recenzja książki „Ludzie, którzy wiedzą. Dziwne przypadki Roberta Storma” – Andrzej Pilipiuk

Ta książka to zbiór opowiadań prezentujący jednego z najbardziej intrygujących bohaterów stworzonych przez Andrzeja Pilipiuka. Robert Storm to postać nietuzinkowa – badacz przeszłości, tropiciel tajemnic, kolekcjoner antyków, a przy tym człowiek zupełnie nieprzystający do zwyczajnej codzienności. Zdecydowanie lepiej odnajduje się w archiwach pełnych zapomnianych dokumentów, na starych cmentarzach czy w miejscach, gdzie przeszłość wciąż rzuca długi cień na teraźniejszość.

Jego śledztwa często prowadzą do zjawisk wykraczających poza ludzkie pojmowanie: spotkań z duchami, podróży w czasie, śladów dawnych cywilizacji, sekretów wojennych czy wątków okultystycznych.

Książka zawiera 24 opowiadania o zróżnicowanej długości i tematyce. Mimo tej różnorodności całość jest niezwykle spójna – chronologiczny układ tekstów sprawia, że zbiór czyta się jak jedną wielką, wielowątkową opowieść. Autor z dużą wrażliwością przedstawia nie tylko zagadki i tajemnice, ale również emocje bohaterów, ich lęki, rozczarowania i przyjaźnie.

Język, którym posługuje się Pilipiuk, jest przystępny i bardzo plastyczny. Autor potrafi jednym opisem zbudować gęstą, mroczną atmosferę, by za chwilę przejść do lekkiego dialogu lub refleksji natury egzystencjalnej. Mimo dużej objętości książki nie pojawia się poczucie znużenia – każda historia wnosi coś nowego.

Ogromnym atutem tego wydania są także ilustracje. Doskonale oddają klimat opowiadań, podkreślają ich tajemniczość i niepokój, a jednocześnie wzmacniają wrażenie obcowania z czymś niezwykłym.

Spośród wszystkich opowiadań szczególnie zapadły mi w pamięć „Sezam czerwia”, „Yeti ciągną na zachód”, a absolutnym numerem jeden pozostaje dla mnie „Wielbłądzie masło”.

„Ludzie, którzy wiedzą” to książka dla czytelników lubiących zagadki z przeszłości i wyrazistych bohaterów. To również bardzo dobre miejsce, by rozpocząć przygodę z Robertem Stormem, ale i solidna pozycja dla stałych fanów twórczości Pilipiuka. Zdecydowanie polecam. 4/5!

[Współpraca recenzencka z @fabrykaslow].


Recenzja książki „Złowić wielką rybę. O świadomości, kreatywności i medytacji” Davida Lyncha

 Próbowałeś/aś kiedyś medytacji transcendentalnej? To właśnie ona jest jednym z głównych tematów tej niewielkiej książki Davida Lyncha, reżysera, którego cenię bez dwóch zdań.

Czy Twin Peaks to rzeczywiście wielopoziomowa sztuka pełna symboli, czy raczej efekt świadomego chaosu, który tylko dobrze udaje głębię i czy słynny kadr stojącego konia w salonie - faktycznie coś oznacza?

Forma książki jest bardzo specyficzna i przemyślana. Składa się wyłącznie z mikrorozdziałów, większość z nich ma mniej niż stronę, maksymalnie dwie. Chociaż niektóre fragmenty łączą się ze sobą i tworzą delikatną progresję, całość można bez problemu czytać wyrywkowo, w dowolnej kolejności.

To pozycja szczególnie interesująca dla osób ciekawych podstaw i samej idei medytacji transcendentalnej. Nie jest to rozbudowany poradnik o tworzeniu dzieła życia. Jest to raczej krótka perspektywa kogoś, komu udało się stworzyć własne dzieło. Znalazłem tu kilka prawdziwych perełek inspiracji do własnych interpretacji twórczości Lyncha, ale też kilka fragmentów naprawdę kiczowatych… choć chyba właśnie za to też go kochamy, prawda?

Szczególnie zapamiętałem fragment, w którym Lynch odrzuca przekonanie, że cierpienie daje artyście przewagę albo że narkotyki są potrzebne do poszerzania świadomości. Bardzo ceni sobie również szybkość i elastyczność, jakie daje wideo cyfrowe w porównaniu z tradycyjną taśmą filmową, a jednocześnie nie czuje się dobrze z bardzo wysoką rozdzielczością HD, ponieważ tworzenie przekonujących scen staje się przez to trudniejsze i droższe.

 „Złowić wielką rybę. O świadomości, kreatywności i medytacji” to książka zbudowana z chwil i refleksji. I choć jest bardzo krótka, dziś (już po odejściu reżysera) daje wciąż cenny wgląd w jego nieuchwytną osobowość. Te uspokajające, miękkie myśli Lyncha sprawiają, że tęsknię za nim jeszcze bardziej.

Minus? Zdecydowanie za krótka.

Rest in Peace, Lynch.

[Materiał powstał we współpracy reklamowej z @wydawnictworelacja].

Recenzja książki „Śmierć w skalnym lesie” Agnieszki Jeż

 Anka i Staszek poznają się przypadkiem, a ich uczucie rozwija się szybko. Aż do dnia, w którym Staszek znika bez słowa, zostawiając po sobie jedynie pytania i szeptane po Podhalu plotki.

Lata później para turystów schodzi z tatrzańskiego szlaku do owianych legendą Wantul, gdzie w strumieniu natrafia na tajemniczy, połyskujący przedmiot. W tym samym czasie na Podhale przyjeżdżają komisarze z Archiwum X, by rozwiązać sprawę dawnego zaginięcia - i przypadkiem wpadają na turystów, którzy pokazują im swoje znalezisko. Gdy okazuje się, że to obrączka Staszka, dawne podejrzenia nabierają nowej mocy.

Każda kolejna wskazówka odsłania coraz mroczniejsze sekrety, skrywane w górach od lat. Czy sprawa sprzed kilkunastu lat wreszcie zostanie wyjaśniona?


Co tu dużo mówić - klimat Podhala jest absolutnie niepowtarzalny. Sceneria i potęga natury pulsują w tle całej historii, a krajobrazy stają się niemymi świadkami zawirowań i tragedii, które dla wielu nigdy nie doczekały się wyjaśnienia.

Napisani bohaterowie wypadli bardzo dobrze. Są przede wszystkim ludzcy. Nie idealni, nie przerysowani, tylko pełni słabości i emocji. Mamy tu zmartwienia, samotność, napięcia, zło, wstyd, alkoholizm, niezrozumienie, traumy, przemoc, dramat rodzinny i wiele sekretów, które stopniowo wychodzą na światło dzienne. To wszystko splata się w gęstą sieć wątków i motywów, z których rodzą się bohaterowie z krwi i kości.

Warto dodać, że nie jest to książka z wartką akcją. To raczej powolna, przejmująca podróż przez lata wspomnień, sekretów i niedopowiedzeń. Finalnie tworzy to ciekawą, nienachalną literaturę kryminalną z mocnym ładunkiem psychologicznym.

I właśnie ta wyjątkowa umiejętność łączenia zagadki kryminalnej z ludzkimi emocjami i prawdziwymi uczuciami sprawia, że Agnieszka Jeż staje się dla mnie pewnym wyborem przy sięganiu po kolejny kryminał. Jej zręczny styl opowiadania historii to prawdziwy dar w polskiej literaturze. Dla mnie bomba. 4/5.

[Współpraca recenzencka z @wydawnictwoluna].

Recenzja „Dziki, mroczny brzeg” Charlotte McConaghy

  Och, moje serce… Jeśli masz przeczytać tylko jedną książkę w tym roku… niech to będzie ta.

Na odległej wyspie Shearwater ostatnia rodzina strzeże bezcennego banku nasion, żyjąc w izolacji i mierząc się z własnymi stratami. Wszystko zmienia się, gdy morze wyrzuca na brzeg tajemniczą kobietę, Rowan, której obecność budzi zarówno nadzieję, jak i niepokój. W obliczu narastającego zagrożenia bohaterowie muszą zdecydować, czy mogą zaufać komuś, kto sam skrywa głęboko zakorzeniony lęk.

To książka przejmująca i pięknie napisana. McConaghy pokazuje dwoistość tego, jak nasza planeta potrafi jednocześnie dawać i odbierać. Pięcioro głównych bohaterów jest niedoskonałych, surowych i aż nazbyt realnych. Ich wspólna podróż była dla mnie zarówno zachwycająca, jak i inspirująca (zwłaszcza że cała historia porusza aktualne wyzwania, z którymi mierzy się ziemia, dodając opowieści autentyczności i niepokojącego wydźwięku).

Książka trzymała mnie w napięciu i całkowicie oczarowała. Ciągle zgadywałem, co może się wydarzyć. Czasem miałem rację, częściej nie, a historia za każdym razem prowadziła mnie w stronę zaskakującą, satysfakcjonującą i otwierającą oczy.

Tajemnica nieznajomych, siła rodzinnej miłości, każdy rozdział bardziej ekscytujący niż poprzedni. Wydarzenia są wzruszające, łagodne, gwałtowne, tragiczne i ekstremalne — a wszystko to idealnie wpisuje się w dziką naturę wyspy, na której rozgrywa się akcja.


Bez dwóch zdań Charlotte McConaghy jest teraz moją ulubioną autorką. To, co czyni tę powieść tak niezwykłą, to jej umiejętność płynnego łączenia intymności z epickością. Obrazy, które maluje, napięcie, które buduje… cudo. Opisy wyspy, morza i zwierząt są szczegółowe, magiczne, a momentami wręcz niesamowite. Poryczałem się na końcu jak bóbr.

To poruszająca opowieść o rodzinie, która wykorzystuje wszystkie swoje siły, by ocalić to, co dla niej najcenniejsze. Zaskoczyła mnie, wzruszyła, zachwyciła… sprawiła, że czułem absolutnie wszystko. Doskonała książka. 5/5.

[Współpraca recenzencka z @wydawnictwofilia].

Recenzja - „Przymierze wody" Abraham Verghese

Historia książki śledzi losy trzech pokoleń rodziny w Indiach w XX wieku. Sedno sprawy tkwi w tym, że w rodzinie najwyraźniej występuje dziwna przypadłość: co najmniej jedna osoba z każdego pokolenia tonie. Jednak woda w Keralii jest wszechobecna. Czy bohaterowie zdołają przerwać ten tragiczny cykl?

W kolejnych rozdziałach książki pojawia się szkocki chirurg; historia jego i przeklętej rodziny ostatecznie łączą się, ale nie w sposób, jakiego można by się spodziewać. Autor wymaga od swoich czytelników cierpliwości, powoli przeciąga przez kartki liczne wątki, zanim je połączy. Historia nie zatrzymuje się na jednym bohaterze, lecz podąża za całą, rozrastającą się grupą postaci, które raz się spotykają, raz oddalają. Każda z nich obdarzona jest jakimś niemal nadnaturalnym talentem (zbliżeniem ku naturze albo sztuce) i równocześnie przeklęta tajemniczymi dolegliwościami, które zostają nazwane dopiero wraz z pojawieniem się nowoczesnej medycyny. Wątki sztuki i medycyny, religii i nauki, natury i człowieka nie są ze sobą skonfliktowane, lecz prowadzą między sobą rozmowę, a autor konsekwentnie przeplata je przez całą opowieść.

To długa książka, która nie spieszy się, by dotrzeć do celu. Po drodze gwarantuje ci… odnajdziesz wiele piękna.

Realistyczne postacie o które chce się troszczyć: zbudowani są oni na miłości, żalu, poświęceniach i ambicjach. Język szczególnie był czymś, czego oczekiwałem po tej lekturze. Dzięki sprawnemu piórze widziałem, słyszałem, wąchałem, smakowałem i dotykałem każdego zdania. Dosłownie uczta literacka.

Chciałbym móc zdefiniować, o czym jest ta książka, jakoś sprawić, że spojrzycie na nią moimi oczami i zechcecie ją przeczytać.

Wydarzenia polityczne osadzają czytelnika w realnym świecie, ale codzienność bohaterów bywa naznaczona subtelnymi akcentami realizmu magicznego. To właśnie taki poziom rzeczywistości lubię.

W tej książce bierzemy pod lupę cały kraj, stuletnie życie mieszkańców Indii — jedno z najbardziej skomplikowanych, rozdzierających serce i brutalnych miejsc na świecie, pełne rownież radości i miłości. Autor poświęca czas na szczegółowe omówienie Indii: przyrody, medycyny, chirurgii, religii, jedzenia, sztuki, wszystkiego. To takie skomplikowane, takie kolorowe, takie ciężkie.

Wiedziałem co robię, podejmując się tej współpracy. To historia, która nie tylko wciąga, ale i pozwala poczuć całą gamę emocji. Zazdroszczę każdemu, kto będzie mógł zanurzyć się w tym świecie (nie wiedząc) co go czeka. 5/5.

[Współpraca recenzencka z @wydawnictwo_ksiaznica].