Nie sposób pominąć „Zagłady domu Usherów” – opowiadania wydanego w 1839 roku przez jednego z najważniejszych twórców literatury grozy, Edgara Allana Poego, które do dziś zachwyca czytelników swoją niepokojącą atmosferą.
T. Kingfisher wkracza na ten dobrze znany, mroczny grunt i tworzy własny retelling klasycznej historii o upadku rodu Usherów. Z szacunkiem dla oryginału, ale też z wyraźnym, współczesnym sznytem, autorka nadaje opowieści nowy wymiar – pełen czarnego humoru, niepokoju i groteski.
Kiedy Aleks Easton, emerytowany żołnierz, otrzymuje wiadomość, że jego przyjaciółka z dzieciństwa, Madeline Usher, umiera, udaje się do rodowego domu Usherów w odległej Ruravii. Zastaje tam jezioro pulsujące mrokiem, otoczone niesamowitą mieszanką grzybów i opętanej fauny rodem z najgorszych koszmarów.
Książka wyróżnia się także ciekawym zabiegiem narracyjnym, co – jak na dwustustronicową historię – uważam za dość śmiałe (i genialne). Akcja rozgrywa się w fikcyjnym europejskim kraju z własnymi tradycjami. Gallacja tworzy własny system językowy, w którym istnieje około sześć zestawów zaimków, a to, jakich zaimków używamy, zależy od wieku, zawodu itd. Wszyscy żołnierze, którzy składają przysięgę służby, są określani tymi samymi zaimkami, niezależnie od płci biologicznej. Po zakończeniu służby wybierają te, jakimi chcą, aby się do nich zwracano.
Co do samej treści – jest ona przerażająca, gotycka, a zarazem zabawna i niepokojąca. Autorka snuje barwną, pełną wyobraźni opowieść, posługując się sugestywnym językiem i odpowiednią dawką emocjonalności, dzięki czemu historia na długo pozostaje w pamięci.
To zdecydowanie pozycja dla miłośników horroru – nie brakuje tu mocnych scen, zwłaszcza tych z elementami body horroru.
Czy ród Usherów podzieli los znany z opowiadania Poego? Czy bohaterowie naprawdę mogą uciec przed nieuchronnym końcem? Zdecydowanie sięgnę po drugi tom i będę czekał na wydanie finałowej, trzeciej części serii „Co porusza martwych”. Ocena: 4/5.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz